I made myself a dress!

Since I'm such a dress addict and I've recently got hooked on sewing, it was only logical to try sewing my own dress. So I did. The first one is not a thing worth showing, it was done using only intuition and another dress as a pattern. Needless to say, it is a disaster and I'll surely never go out in it but I think I'll keep it for now, to look at it the way you look at the photos of your child taking her first step.

But! The second dress went much more smoothly! I used this great free pattern for Bette Dress from Sew (you have to be registered to download it). The outcome is nice enough, though a little bit wide in the bodice, I probably should have chosen a smaller size to sew. Also the shoulder straps were way too long which only occured to me after I finished the whole thing. I shortened them.

I now have quite a few meters of different fabrics waiting for me to get creative with them! Can't wait to have enough time to sew, sew and sew!

Now, without further ado, please take a look at the dress! I took these photos in my studio because I couldn't wait to show the dress to you.


Dress: made it myself
Sandals: Clara Barson at CCC
Belt: from a skirt bought at Troll

Jestem trochę powyżej przeciętnej jeśli chodzi o zamiłowanie do sukienek. Ostatnio zaś odkryłam, że szycie jest boskie. Logicznym jest więc, że uszyłam sobie sukienkę. A nawet dwie. Pierwszą będę trzymać w szafie, schowaną przed ludzkim wzrokiem, bo wyszła katastrofalnie - efekt pracy bez wykroju, z inną sukienką jako wzorem. Ale zatrzymam ją tak, jak się trzyma zdjęcia pierwszych kroków dziecka - sentymentalnie. Bo jestem sentymentalna.

Druga natomiast wyszła całkiem nieźle. Na tyle nieźle, żeby się w niej pokazać. Tym razem poszłam po rozum do głowy i użyłam darmowego wykroju od Sew (trzeba być zarejestrowanym, by go ściągnąć). Wyszło całkiem całkiem! Trochę za luźno w górnej części, mogłam kroić na mniejszy rozmiar. Ramiączka krojone zgodnie z wykrojem wyszły zdecydowanie za długie, a zauważyłam to dopiero po skończeniu całości, więc musiałam je post factum skracać. Najwyraźniej wykrój był na znacznie wyższą osobę.

Teraz na komodzie leży po kilka metrów różnych materiałów, które udało mi się bardzo tanio kupić w kuponach w tym sklepie i czekają na moment, aż będę miała dość czasu, by się nimi zająć.

No, a teraz do zdjęć. Robiłam je w swoim studio, a nie w plenerze, bo nie mogłam się doczekać, by pokazać Wam sukienkę.

4 comments

  1. Ale boskie zdjęcia! I przepiękny uśmiech :) zazdroszczę talentu i motywacji do szycia :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję za takie miłe słowa! O szyciu marzyłam już od jakichś dziesięciu lat. Kiedyś próbowałam i połamałam trzy igły jedną za drugą, więc odpuściłam. A ostatnio poszłam na kilkugodzinny warsztat kroju i szycia, w czasie którego zdążyłam tylko coś wykroić, ale tak mnie to zmotywowało, że usiadłam i w domu zrobiłam wszystko od zera. Ogromna satysfakcja :).

      Delete
  2. Czytałam wywiad z Tobą. Z jednym szczególnie się zgadzam. Uśmiech to największa ozdoba, a na blogach go mało. Na szczęście Ty zwiększasz statystyki :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. O, jak mi miło, że czytałaś! O tak, uśmiechu chciałabym widzieć więcej i więcej na blogach. U Ciebie zawsze go dużo, od razu człowiekowi przyjemnie :).

      Delete